10 marca 1944 r. polskie podziemie przeprowadziło akcje prewencyjne w zamieszkanych przez Ukraińców wsiach powiatu hrubieszowskiego mające na celu nie dopuszczenie do zaplanowanych ukraińskich ataków na ludność polską.
Połączone oddziały żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich dokonały ataku na wieś Sahryń w powiecie hrubieszowskim. Podstawowym celem tej akcji miał być posterunek Ukraińskiej Policji Pomocniczej, a także formacje Ukraińskiej Powstańczej Armii zgrupowane w innych okolicznych miejscowościach.
W 1943 roku Niemcy i Ukraińcy siłą wysiedlili z Sahrynia polską ludność, a na ich miejsce osadzono Ukraińców z powiatów: tomaszowskiego i zamojskiego. Z uwagi na silną placówkę UPA, Sahryń był kuszczem – ukraińską twierdzą, obejmującą m.in. stanice Sahryń, kol. Sahryń, Miętkie, Mołożów, Pasieki, Wronowice, Turkowice i kol. Brzeziny. Z Sahrynia i okolicznych stanic pododdziały USN i oddziały UPA dokonywały napadów na ludność polską i polskie oddziały partyzanckie, a także terroryzowały oporną ludność ukraińską.
Jerzy Markiewicz „Partyzancki kraj”:
„Na terenie kuszczu w Sahryniu znajdowalo się około 200 dobrze uzbrojonych członków UPA i Ukraińskiej Samoobrony Narodowej (USN) oraz 22 policjantów ukraińskich. Decyzja ataku na kuszcz sahryński została podjęta pod wpływem ustaleń wywiadu podziemia, który informował, że 16 marca 1944 r. dojdzie do napadu bojówek ukraińskich na polskie wioski. To było właśnie bezpośrednią przyczyną podjęcia wyprzedzających działań przez stronę polską. Akcja nie była wymierzona w ludność ukraińską, lecz w bazę UPA”.
Fragment rozdziału –UPA zaczyna mordować.
„W Steniatynie około Łaszczowa dowódcy AK i BCh przygotowali plan akcji. Zgodnie z nim ściągnięte oddziały tomaszowskie miały zaatakować kuszcze: sahryński, werbkowicki oraz uhrynowski. Oddziały hrubieszowskie miały przypuścić szturm na kuszcz szychowicki. Atak na oba kuszcze miał się rozpocząć 10 marca 1944 r. o godzinie 4 rano. Oddziały tomaszowskie AK po skoncentrowaniu w lesie Lipowiec liczyły około dwóch tysięcy żołnierzy. Podzielono je na dwa zgrupowania. Pierwsze, liczące tysiąc dwustu żołnierzy, znalazło się pod komendą por. Zenona Jachymka, oficera dywersji bojowej Komendy AK Obwodu Tomaszowskiego. Otrzymało ono zadanie uderzyć na Sahryń, a następnie zaatakować inne miejscowości wchodzące w skład kuszcza sahryńskiego. Drugie, słabsze zgrupowanie liczące 800 żołnierzy, miało działać pod rozkazami porucznika Eugeniusza Siomy pseudonim „Lech”. Otrzymało ono polecenie likwidacji kuszcza uhrynowskiego.
Jednocześnie do boju koncentrowało się trzecie ugrupowanie złożone z batalionu „Rysia” i batalionu AK „Wiktora”, czyli porucznika Stefana Kwaśniewskiego. Zgrupowaniem miał dowodzić Kwaśniewski, a miał on zaatakować Szychowice i Łasków.
W nocy z 9 na 10 marca 1944 r. porucznik Zenon Jachymek „Wiktor” podszedł ze swoim zgrupowaniem pod Sahryń. Po północy zajęło ono pozycje wyjściowe i o świcie na rozkaz dowódcy ruszyło do boju. Według wcześniejszego rozpoznania załoga Sahrynia liczyła około dwustu uzbrojonych członków UNS-UPA oraz 22 policjantów ukraińskich, siedzących w mu-rowanym dobrze ufortyfikowanym budynku. Ukraińcy przywitali AK-owców huraganowym ogniem i przez dwie godziny odpierali ataki. Wieś spłonęła całkowicie razem z cerkwią i kościołem. Dowódca operacji porucznik Zenon Jachymek „Wiktor” wspomina atak:
(…) przy trakcie, cerkwi i cmentarzu silna walka i to prawie huraganowy ogień. Kule lecą nadal przed nami, są naprawdę niebezpieczne. Konie trudno utrzymać. Nakazuję wyjechać z lasu 200 m od dołu. Zostawiam „Alego” – Jana Żenia z grupą 10 ludzi oraz dwóch konnych, a sam z resztą obwodu ciągnę w kierunku na cmentarz, gdzie wydaje mi się, że tam będzie najsilniejszy punkt oporu nieprzyjaciela. Już wieś pali się w kilku miejscach od amunicji zapalającej (…). A kule od strony Sahrynia lecą w naszym kierunku. Niektórzy znajdujący się przy mnie zaczynają się kłaść. Posuwają się krótkimi skokami. Przez krótką chwilę sam się kładę dla bezpieczeństwa. Niemądra ambicja bierze górę. Wstaję! Leżąc, niewiele zobaczę. A do tego 300-400 metrów. Zanim dosięgnęliśmy tyraliery, pluton „Orła” zajął cmentarz.
Ogień prowadzony przez nacjonalistów ukraińskich przybiera na sile. To SS i policja ukraińska z cerkwi sieją do nas ogniem. Ostrzeliwujemy cerkiew. Zatracam się jako dowódca i zamieniam w żołnierza jak inni. Najbliższe zadanie – złamać opór znajdujących się w cerkwi (…). Około godziny 10 Sahryń przestał istnieć. (…).
Śledztwo prowadzone przez IPN w sprawie wydarzeń w Sahryniu zostało w 2010 umorzone, a Instytut uznał, że nie były one zbrodnią. W 2013 śledztwo zostało wznowione. Dziś często mówi się o zbrodni w Sahryniu, ale czy atak wyprzedzający na pozycję zbrodniarzy planujących dalsze zbrodnie na polskich niemowlętach, kobietach i starcach jest zbrodnią? Dziś w czasach propagandy ukraińskiej, tuszowania i zakłamywania historii, a także silnego lobby ukraińskiego w Polsce często mówi się o ataku na morderców jako o zbrodni. W takich działaniach zawsze będą ofiary cywilne i tak samo było w tym przypadku. Przypomnijmy, że ta ludność wspierała zbrodniarzy ukraińskich, udzielała im nie tylko moralnego wsparcia, ale też np. pomagała przez dostarczanie żywności. Co Wy o tym myślicie?
Podsumowując – atak na Sahryń był formą obrony i nie doszłoby do niego gdyby Ukraińcy nie mordowali polskiej ludności i nie zaplanowali kolejnego ataku na polskie wioski na dzień 16 marca.
