Przeżył ukraińskie ludobójstwo – Albin Sulikowski

Pan Albin Sulikowski cudem przeżył ukraińskie ludobójstwo na Polakach. W swojej wypowiedzi demaskuje kłamstwa iż mordów dokonywali tylko nacjonaliści ukraińscy jak to dziś próbuje się nam wmawiać. Mordów na Polakach dopuszczali się również ukraińscy sąsiedzi, mordowali nawet członkowie rodzin w mieszanych rodzinach. Znane są przypadki, że mąż Ukrainiec mordował własną żonę Polkę tylko dlatego, że była Polką, a syn z mieszanego związku potrafił chwycić za siekierę i rzucić się na własną matkę – Polkę.

Niestety dziś próbuje się fałszować historię, manipulować tamtymi wydarzeniami i dowiadujemy się, że to nie Ukraińcy mordowali Polaków ale jacyś nacjonaliści czy banderowcy. NIE!!! To mordowali Ukraińcy!!!

Ukraińska zbrodnia 23 marca 1945 r. w powiecie Lubaczów.

23 marca 1945 r. Ukraińcy pod wodzą Iwana Szpontaka ps. Zalizniak, krwią Polaków „zdobywali” powiat Lubaczów.

Powiat lubaczowski mimo, że zamieszkały w połowie przez Polaków miał się stać częścią niepodległej Ukrainy. Według ukraińskich bojówkarzy nadszedł wreszcie czas by rozprawić się z polskimi patriotami. Mordów dokonywano w wyjątkowo okrutny sposób. Do Polaków zazwyczaj nie strzelano, uważano, że szkoda dla nich kul. Metody eksterminacji ludności polskiej to między innymi: odrąbanie głowy, cios twardym narzędziem, strzelanie w potylice leżącym ofiarom, zabijanie dzieci przez uderzenie głową o ścianę, uśmiercanie przez zarąbanie, rozpruwanie brzucha, przeżynanie piłą, wieszanie, palenie żywcem, topienie, rozrywanie ciała, duszenie.

W 1944-1947 na terenie powiatu lubaczowskiego z rąk OUN-UPA zginęło ponad 3500 osób, z czego dokładne okoliczności śmierci ustalono w przypadku 1621 ofiar. Działalność UPA została przerwana dopiero w 1947 roku w wyniku przeprowadzenia Operacji „Wisła”. Jaką niewiedzą lub głupotą dziś wykazują się niektóre osoby krytykujące Operację „Wisła”. Głupcy lub zdrajcy – ci najbardziej ją krytykują.

8 marca 1961 r. w Przemyślu skazany został na karę śmierci Iwan Szpontak – dowódca kurenia UPA i 27 Odcinka Taktycznego „Bastion”. Rada Państwa decyzją z 3 czerwca 1961 r. skorzystała z prawa łaski i zamieniła karę śmierci na dożywotnie więzienie, po czym, 26 lutego 1970 r. – na 25 lat więzienia. Szpontak został zwolniony z więzienia 4 listopada 1981 r. i wyjechał do rodziny mieszkającej na Słowacji. Zmarł 14 kwietnia 1989 r. w Koszycach. Był prawdopodobnie ostatnim i najdłużej więzionym w Polsce krwawym dowódcą ukraińskich rezunów.

Dziś, taki Eugeniusz Misiło – historyk, dyrektor prywatnego centrum dokumentacji tzw. Fundacji Archiwum Ukraińskiego w Warszawie, były pracownik Polskiej Akademii Nauk, współpracownik Naukowego Towarzystwa im. Szewczenki w Nowym Jorku i we Lwowie oraz ukraińskiej gazety wydawanej w Polsce pt. Nasze Słowo – walczy o pamięć dla ukraińskich morderców Polaków, nazywając morderców ofiarami represji stalinowskich w Polsce, aresztowanych z powodów politycznych, narodowych czy wyznaniowych, skazanych na karę więzienia lub śmierci, straconych i zmarłych w więzieniach komunistycznych w latach 1944-1989.

Ubolewa, iż – według własnych ustaleń – w tym okresie na karę śmierci skazano co najmniej 650 Ukraińców.

W swoich jednostronnych wypocinach pisze:

„Większość z nich rozstrzelano lub powieszono. Kilkadziesiąt osób zostało zakatowanych w czasie śledztw lub zmarło w więzieniach w trakcie odbywania wyroków. Ponad 1000 osób, w tym kilkaset kobiet, skazano na kary więzienia. Dokładnych danych nie uda się, prawdopodobnie, już nigdy ustalić.

W okresie pierwszych dwóch latach powojennych (1945–1946) na karę śmierci skazano 99 Ukraińców, z czego 91 stracono. W 1947 r., do czasu rozpoczęcia Akcji „Wisła” (28 IV 1947), skazano kolejnych 31 osób. Wśród nich było 19 Ukraińców rozstrzelanych 10 maja 1947 r. na cmentarzu komunalnym w Przemyślu. Zarówno ich pospieszny proces, jak i zbiorowa egzekucja były zapowiedzią represji, jakie już niebawem miały uderzyć w społeczność ukraińską w Polsce”.

My, Polacy ubolewamy, że do wyroków tych nie zakwalifikowano genocidum atrox! My, Polacy ubolewamy nad tym, że część Ukraińców gloryfikuje kult zbrodniczych band UPA, nad tym, że zbrodniarzom buduje się pomniki, nad tym, iż ich ofiary nie mają do dziś godnego pochówku, leżąc w zasypanych wapnem studniach lub bezimiennych dołach, nad tym, że strona ukraińska blokuje ekshumacje naszych przodków, i w końcu nad tym, że polskojęzyczny rząd, przez dziesiąt lat nie zrobił nic w kwestii zmiany w polskim interesie narodowym.

Dzisiaj mamy narzucone moralne ustosunkowanie się do działań za naszą wschodnią granicą, mimo wszystko. Dla mnie, i dla wielu, których rodziny doświadczył czas II WŚ, jest czasem nie do pokonania wszelkich barier. Kto chce, niech pomaga, tylko ujmując powyższe, pomoc nie jest obowiązkiem, który wydobywa się presją wielu gardeł.

Ja nic nie muszę, ja ewentualnie mogę, a że znając historię to… mogę, ale nie czuję obowiązku, z tytułu większego patrzenia na własne podwórko!

Polacy zostali wystawieni na wiele prób, nie pomogły traktaty, nie pomogły umowy. Zostaliśmy wystawieni przez „sojuszników” i teraz właśnie powinniśmy wyciągać wnioski.

Ukraińska zbrodnia w nocy z 22 na 23 marca 1944 r. we wsi Tiutków

22/23 marca 1944 r. we wsi Tiutków pow. Trembowla podczas nocnego napadu Ukraińcy obrabowali i spalili 108 gospodarstw polskich oraz zamordowali co najmniej 22 Polaków. 22-letniego rannego Jana Kryszczyna związali drutem kolczastym i spalili żywcem; 18-letnią Józefę Gacek zakłuli nożami. Rzeź przerwały nadciągające wojska sowieckie (radzieckie).

Relacja Stanisławy Czarneckiej:

„W nocy z 22 na 23 marca 1944 roku Niemcy zaczęli uciekać, a wtenczas banderowcy napadli na naszą wioskę. Do pierwszej w nocy spalili osiemdziesiąt sześć numerów. Każdy dom oblewali benzyną i podpalali. A już ten, co był blisko drugiego, to się sam zapalił. I w ciągu tej nocy dwadzieścia dwie osoby zostały zabite. Była taka dziewczyna, co sobie spokojnie w domu siedziała, nikomu nic nie robiła, może trochę niepełnosprawna. Osiemnastu lat jeszcze nie miała. To ją też zabili. Kilka sztyletów dostała.

Bardzo to były ciężkie przeżycia. Mój sąsiad, dwadzieścia trzy lata miał, jedynak. Złapali go, przywiązali drutem kolczastym od jabłonki do jabłonki, a pod spodem była sterta ze słomą i tą słomę podpalili. I on spalił się, widziałam, bo to sąsiad, więc jak się nie popatrzeć? Matka jego nie pamiętała, co robiła nawet. Pokazywała nam jak poznała, że to jej syn. Miał zapalniczkę, która została, bo wszystko się spaliło. Ciało się spaliło, czarne jak węgiel, tylko zęby białe. Bardzo przykre przeżycia były. Tak nazbierało się dwadzieścia dwie osoby. Też taka jedna młoda mężatka z synkiem. Mieli dom nowo wybudowany z cegły, piękny.

/…/ Sosulska koleżanka moja uciekała z jednej wioski na drugą, tam miała teściów, bo ta druga wioska się jeszcze nie paliła. I tak, jak niosła chłopczyka dwuletniego, strzelili, to go zabili na miejscu. A Jasia Sosulskiego, młodszego o rok brata, niosła babcia w zawinięciu. Kula obok główki przeleciała i babci ucięła palec, ale dziecku się nic nie stało. Matka z zabitym dzieckiem została ranna. To było obok księdza ogrodu, jakiś banderowiec, taki z litością, rzucił ją na słomę. A potem inny przyszedł i ją wziął do pierwszych domów i tam jej opatrunek zrobili. To miała szczęście. A dziecko zabite zostawili w tej słomie. Nie zabrali dziecka z nią, bo już nie żyło, to już nie trzeba było.

To była ta noc z 22 na 23 marca. I zaraz rano Ruscy przyszli. To już banderowcy nie dokończyli palić dalszych numerów, bo mówili, że dokończą. Pouciekali. /…/ A jeszcze, jedna taka młoda kobietka, wysoka, jak moja siostra była. Powiesili ją na drogowskazie przy jej bramie prawie. Jeszcze żyła, to ją sztyletami. A chłopak przyszedł na urlop z wojska. Matka mówi, chociaż jeszcze troszkę poczekaj w domu, jak to matka, lituje się nad synem. Wzięła kostkę masła zrobiła, zaniosła do tych żołnierzy, przedłużyła mu urlop. A ci banderowcy przyszli w nocy i go przy niej powiesili na żurawiu od studni. To jeszcze matka dała masła, żeby syna powiesić. Bardzo było ciężkie życie. Szliśmy spać, to się wszystko chowało. Ubrania nawet do stajni pod żłób do krowy się zanosiło, owinięte w coś. Bo przychodzili w nocy i rabowali. Też i w dzień przychodzili, np. tę kobietę, że ją mówię, to w dzień, biały dzień. Ona była przy pracy, przy wialni, gdzie młóciła zboże. I oni od tej wialni ją wzięli i ją powiesili, a do rana już nic w domu nie było, wszystko było zabrane. Okropne rzeczy się działy. Raz taki Rogowski, na poczcie pracował, młody chłopak, przepadł w biały dzień”.

Przeżyła ukraińskie ludobójstwo – Kazimiera Marciniak

Wspomnienia Pani Kazimiery Marciniak, która na własne oczy widziała do czego są zdolni Ukraińcy. Te przerażające wspomnienia na zawsze pozostaną w jej pamięci.

Mężczyzna nie chciał otworzyć drzwi, to wywalili drzwi na niego. Porąbali go w kawałki, w kawałeczki … Kobieta obok leżała w ciąży, a dziecko w kołysce było, maleńkie też, miało wydłubane oczka, język miało wyciągnięty, oczka wydłubane …

Ukraińskie zbrodnie 22 marca

22 marca 1943 roku w majątku Cecyniówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali zarządcę majątku oraz jego rodzinę.

22 marca 1943 roku we wsi Młynowce pow. Krzemieniec Ukraińcy podpalili szkołę, w której spłonęło żywcem 3 Polaków (nauczyciel i 2 Polki) oraz załoga niemiecka.

22 marca 1943 roku we wsi Radochoszcze pow. Zamość esesmani niemieccy i ukraińscy zamordowali 18 Polaków i spalili 22 gospodarstwa

22 marca 1944 roku we wsi Chomy pow. Tarnopol „zginęli: Dziedzic Franciszek l. ok. 60 i jego syn Kazimierz l. 10”. (Kubów…, jw.).

22 marca 1944 roku we wsi Dusanów pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.

22 marca 1944 roku we wsi Kurniki Szlachcinieckie pow. Tarnopol „zostali zamordowani: Bączkowski Józef l. 13, Dziedzic Jan l. ok. 60, Jagielicz Piotr l. 56, Janik Antoni l. ok. 40, Juzwa Jan l. ok. 40, Kotowicz Antoni l. ok. 60, Mikołajów Andrzej l. 18, Polowa Stefania l. ok. 35, Szewczuk Antoni l. ok. 65, Franciszek l. ok. 70.” (Kubów…, jw.).

22 marca 1944 roku we wsi Piatydnie pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął Polak z samoobrony.

22 marca 1944 roku we wsi Wygoda pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

22 marca 1945 roku we wsi Kurniki Szlacheckie pow. Zbaraż: „zwabiono czekających już w Zbarażu na ekspatriację 10 Polaków i bestialsko zamordowano” (Antoni Iżycki; w: Jan Białowąs: „Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy 1944 r.”, Lublin 2003, s. 103).

22 marca 1944 roku we wsi Uhnów pow. Rawa Ruska Ukraińcy zamordowali 6 Polaków, w tym 3 milicjantów.

W nocy z 22 na 23 marca 1945 roku we wsi Grąziowa pow. Dobromil w nocy UPA zabiła 7 Polaków: „22/23.03.1945 r. W nocy UPA zabiła: Kielar Michał, Kielar Mikołaj, Kucharski Stanisław, Kijanka Piotr, Stelmach Jan. Kania Franciszek, Kania Antoni”.

W dniach od 16 do 23 marca 1944 roku we wsi Huta Szklana k. Rohaczyna pow. Brzeżany Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 3 Polaków.

Ukraińska zbrodnia 21 marca 1945 r. w przysiółku Szpickiery

21 marca 1945 roku w przysiółku Szpickiery koło Smreka pow. Lesko, Ukraińcy z sotni „Wesełego” (Swistel Danyło) zamordowali 7 Polaków: dziadków oraz 5 wnucząt. Oprawcy małe ofiary nadziali na kołki w płocie…

W Szpickierach stały tylko dwa budynki mieszkalne, w tym leśniczówka nad potokiem Bystrym, zamieszkała przez leśniczego Ludwika Masłyka.

Relacja Mieczysława Halika, milicjanta, naocznego świadka krwawej zbrodni:

„Gdy wypadliśmy na skraj polanki, ujrzeliśmy jak jeden z bandytów dosłownie nabijał na jeden z kołków, na których normalnie na wsi wiesza się gliniane garnki, maleńką dziewczynkę. Czworo innych dzieci konało już w podobny sposób, a dwoje starców opiekujących się dziećmi leżało z roztrzaskanymi głowami. Dwoje dzieci nie miało jeszcze ukończonych dwóch lat. Dziewczynka, ostatnia wbita na kołek, była jeszcze przytomna i otwierała wykrzywioną bólem buźkę, jakby chciała o coś prosić, lecz tylko wielkie łzy strumykiem toczyły się po policzkach. W chwilę potem i ona straciła przytomność, główka opadła, a włoski zasłoniły umęczoną twarzyczkę”.

Ukraińcy odznaczali się niezwykłym – nawet jak na standardy II wojny światowej – okrucieństwem. Relacje świadków, zachowane dowody, ale także wnioski z ekshumacji ofiar jednoznacznie wskazują, iż ukraińskie bojówki stosowały wymyślne metody tortur urągające wszelkim standardom prowadzenia jakichkolwiek działań wojennych. Mordowanym Polakom ucinano kończyny, wydłubywano oczy, rozpruwano wnętrzności. Okrutni kaci nie przebierali w środkach, stosując terror na masową, niespotykaną dotychczas skalę.

„To bestie opętane przez diabła!”, „Ludzie tak nie postępują!”, „To nie była żadna wojna polsko-ukraińska, żadne bratobójcze walki. To było ludobójstwo, brutalna eksterminacja dzieci, kobiet, starców. Wszystkich! – tak o straszliwym ukraińskim ludobójstwie na Polakach, wypowiada się spore grono świadków i kronikarzy tamtych wydarzeń.

Jerzy Chmielewski, rocznik 1924, przed wojną mieszkaniec Lubelszczyzny. W czasie wojny członek oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych. Jego zgrupowanie, dowodzone przez kapitana Wacława Piotrowskiego ps. „Cichy”, walczyło na wschodnich ziemiach Polski.

W jednym z wywiadów zapytany czy czuje nienawiść, odpowiedział:

„Panie, jak mogę jej nie czuć? Dzieci takie półtora roku wziąć na sztachety i na nie nabić? Jak Pan by coś takiego widział, to też Pan by z zemsty mordował. Też Pan by nienawidził.

(…) Wzywali nas Polacy, bo Ukraińcy strasznie mordowali. Pojechaliśmy z oddziałem. Co my tam widzieliśmy… Polskiego chłopaka piłą przerżnęli na pół. Położyli go na stojak i tak zabili. Ludzie wychodzili z kościoła, a Ukraińcy do nich strzelali. Zabijali na miejscu. Myśmy tam pojechali i też się trochę na nich zemściliśmy. Aby wiedzieli, że my też potrafimy się bronić”.

Zofia Szwal, mieszkanka polskiej miejscowości Orzeszyna, ocalona z „rzezi wołyńskiej”, dziś mówi w wywiadach:

„Pojechałam tam dopiero po 23 latach od rzezi. Spotkałam się wtedy z Ukraińcami, których znałam z dzieciństwa – tymi, którzy w 1943 r. byli już dorośli i tymi, którzy przez te dwadzieścia lat dorośli. Kiedy mnie zobaczyli, to zaczęli płakać. Mówili, że przyszłam do nich z tamtego świata. To była tak szczegółowo zaplanowana akcja, że wydawało im się niemożliwe, że ja to przeżyłam. To spotkanie było wstrząsem i dla nich, i dla mnie. Pytałam ich: za co mordowaliście? Co ci ludzie wam zrobili? Odpowiadali: takie były czasy. A przecież czasami nie można tłumaczyć takiej zbrodni. Przecież ci ludzie nie byli niczemu winni. Narodowość nie może być powodem zabijania, zabijania dzieci, jeszcze w taki sposób.

W tej chwili na Ukrainie mówi się, że Polacy się bronili, że to była wojna. Ale przecież nie było żadnej obrony, bo kto niby miał się bronić? Matka z dziećmi, kiedy widziała jak wrzucają je do dołów? Nie można takiego strasznego morderstwa tłumaczyć chęcią walki o wolną Ukrainę. Bo to nie była walka, tylko ludobójstwo, i to straszne. A teraz jeszcze zrzuca się winę na ofiary. Jeśli dzisiaj na Ukrainie Banderze stawia się pomniki, to nie jest to droga do pojednania.

Jeśli dzisiaj Ukrainiec prosi mnie o przebaczenie i mówi, że sam też mi wybacza, to ja się zastanawiam: ale co? Co ty mi przebaczasz? Ja mu mam przebaczyć, że wymordowano mi 16 osób z najbliższej rodziny, a on mi ma przebaczyć to, że przeżyłam?”.

Ukraińskie zbrodnie 21 marca

21 marca 1943 roku w miasteczku Horyńgród pow. Równe Ukraińcy zamordowali 25-letnią Polkę i jej synka.

21 marca 1943 roku w osadzie Konstantynów pow. Równe Ukraińcy wymordowali, stosując wymyślne tortury, dwie polskie rodziny.

21 marca 1943 roku w kol. Rudnia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 16-letniego chłopca oraz Konstantego Kazimirskiego, którego związali drutem kolczastym i powiesili na drzewie.

21 marca 1944 roku we wsi Wola Wielka pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę.

21 marca 1944 roku we wsi Wólka Żmijowska pow. Jaworów zamordowali 10 Polaków: 3 mężczyzn, 4 kobiety i 3 dzieci.

21 marca 1945 roku we wsi Buk pow. Lesko (Bieszczady) Ukraińcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską Podwalskich.

21 marca 1945 roku we wsi Nowiny Horynieckie pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 34-letnią Polkę.

21 marca 1945 roku w przysiółku Szpickiery koło Smreka pow. Lesko (Bieszczady) Ukraińcy z sotni „Wesełego” zamordowali 7 Polaków: dziadków oraz 5 wnucząt, które nadziali na kołki w płocie. Milicjant Mieczysław Halik przypomniał sobie, że gdzieś tu na jednym ze wzgórz mieszkają jeszcze dwie polskie rodziny. „Gdy wypadliśmy na skraj polanki, ujrzeliśmy jak jeden z bandytów dosłownie nabijał na jeden z kołków, na których normalnie na wsi wiesza się gliniane garnki, maleńką dziewczynkę. Czworo innych dzieci konało już w podobny sposób, a dwoje starców opiekujących się dziećmi leżało z roztrzaskanymi głowami. Dwoje dzieci nie miało jeszcze ukończonych dwóch lat. Dziewczynka, ostatnia wbita na kołek, była jeszcze przytomna i otwierała wykrzywioną bólem buźkę, jakby chciała o coś prosić, lecz tylko wielkie łzy strumykiem toczyły się po policzkach. W chwilę potem i ona straciła przytomność, główka opadła, a włoski zasłoniły umęczoną twarzyczkę.” (Żurek…, s. 59; UPA w Bieszczadach). W Szpickierach stały dwa budynki mieszkalne, w tym leśniczówka nad potokiem Bystrym, zamieszkała przez leśniczego Ludwika Masłyka.

21 marca 1945 roku we wsi Wetlinia pow. Lesko podczas walk z UPA z oddziałem sowieckim zginęło 2 Polaków i 10 Ukraińców, mieszkańców wsi.

21 marca 1946 roku we wsi Jasiel pow. Sanok w wyniku ataku Ukraińców z UPA zginęło bądź zostało zamordowanych po poddaniu się 89 żołnierzy WOP i 5 milicjantów z Komańczy oraz we wsi upowcy wymordowali 2 polskie rodziny liczące 8 osób (łącznie 102 Polaków). Podczas ewakuacji zagrożonej placówki WOP w Jasielu (Beskid Niski) nastąpił atak sotni: „Chrina”, „Didyka” i „Myrona” (wg. G.. Motyki), inni podają także sotnię „Bira”. Według archiwum WOP w Jasielu broniło się 108 żołnierzy WOP i 5 milicjantów z Komańczy, banderowców było ponad 500-set. Co najmniej dwóch żołnierzy zginęło (wg relacji Pawła Sudnika), 2 uciekło, jeden do Czechosłowacji, drugi do Komańczy. Do niewoli dostało się więc 104 żołnierzy WOP (w tym 11 rannych) i 5 milicjantów. Już 21 marca zamordowany został dowódca strażnicy chor. Władysław Papierzyński. „Ukraińcy przywiązali łańcuchem jedną jego nogę do gałęzi jodły, a drugą do uprzęży konia. Ciało zostało rozerwane w powietrzu” (Jan Rajchel: „Trudne dni Jasiela”; w: Gazeta Bieszczadzka, nr 25 z 10.12.2015 r.). Jego żona bezskutecznie usiłowała dowiedzieć się od władz wojskowych o losie męża, prawdę poznała dopiero w 1975 roku z publikacji książkowej Teofila Bieleckiego i Jana Ławskiego „Gdy umilkły ostatnie strzały”, wydanej w 1969 roku. Nie wiadomo, dlaczego wojsko ukrywało tę informację, znajdującą się już od 1946 roku w archiwum wojskowym. Dopiero po ponad 30 latach żona odszukała i odwiedziła pierwszy raz grób męża (Siekierka…, s. 982 – 983). .Następnie jeńców poprowadzono do Wisłoka Wielkiego, pozostawiając w Jasielu rannych 11 żołnierzy, po zabraniu im umundurowania. W nocy z 20 na 21 marca 5 oficerów i 5 milicjantów było przesłuchiwanych z zastosowaniem brutalnych tortur połączonych z okaleczaniem. Rano zostali oni zaprowadzeni na wzgórze Berdo i zabici strzałami w tył głowy. Tego i następnego dnia według sporządzonej listy rozstrzelanych zostało dalszych 31 podoficerów i żołnierzy, których zwłoki zostały później (tj. 18 czerwca 1946 r.) odnalezione dzięki szeregowemu Pawłowi Sudnikowi, który jako jedyny zdołał zbiec z miejsca kaźni i potem go odnaleźć. 22 marca odprowadzono do Karlikowa 5 jeńców i zwolniono ich. Pozostałych rozstrzelano prawdopodobnie w lesie koło Wisłoka Górnego, grobu ich nie odnaleziono, ale też i nie szukano go. Ze 113 osobowej załogi (108 żołnierzy i 5 milicjantów) ocalało łącznie 19 żołnierzy (2 uciekło podczas walki, 11 pozostawiono rannych, 5 uwolniono oraz Paweł Sudnik). Gdyby za źródłami ukraińskimi przyjąć, że w walce zginęło 24 żołnierzy, to wynikałoby, że UPA zamordowała 70 polskich jeńców. W czerwcu 1946 roku specjalnie wyznaczona komisja udała się z szer. Sudnikiem w rejon Wisłoka, gdzie udało się odnaleźć zbiorowy grób, a w nim 36 zwłok tylko w bieliźnie, ze skrępowanymi rękami i nogami. A powinno być w nim 41 ciał (5 oficerów, 5 milicjantów i 31 żołnierzy). Tymczasem w książce A. Baty „Bieszczady. Szlakiem walk z bandami UPA” znajduje się kserokopia dokumentu „Opis wypadku” z dnia 28.11.1946 roku. Komendant Wojewódzki MO w Rzeszowie, ppłk Orłowski pisze m. in.: „W dniu 18.6.1946 r. odnaleziono grób 60-ciu pomordowanych żołnierzy między którymi znajdowały się zwłoki zaginionych w dniu 26.III. 46 r. milicjantów Posterunku M.O. Komańcza.” Z imienia i nazwiska wymienia on 5-ciu milicjantów. Śledztwo w tej sprawie podjęła Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie dopiero 27 kwietnia 2015 roku. Wówczas dowództwo Wojska Polskiego, w większości sowieckie, ukrywało straty ponoszone w walkach z UPA, a przez następne 70 lat państwowe instytucje naukowe ten temat omijały. Dotyczy to także między innymi pogromu, jakiego doznała w drugiej połowie marca 1947 roku, w rejonie wsi Smolnik, kompania piechoty 34 pp. 8 DP z Baligrodu.

21 marca 1946 roku we wsi Komańcza pow. Sanok po opuszczeniu przez żołnierzy zagrożonej strażnicy WOP ukraińscy upowcy ją spalili i zabili we wsi 3 osoby polskiej ludności cywilnej.

21 marca 1946 roku we wsi Korolówka pow. Włodawa Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

21 marca 1947 roku we wsi Dąbrowa pow. Lubaczów Ukraińcy upowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 2 kobiety.

W nocy z 21 na 22 marca 1944 roku we wsi Budzanów pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 7 Polaków, w tym 4 spalili żywcem.

W dniach od 20 do 22 marca 1944 roku w miasteczku Kuty pow. Kosów Huculski Ukraińcy banderowcy zamordowali co najmniej 101 Polaków. Stefan Broszkiewicz otrzymał 36 pchnięć nożem. Jego brata Władysława „dźgali nożami z taką pasją, że aby go ubrać, musieliśmy najpierw pozbierać jego wnętrzności i włożyć do brzucha, okręcić brzuch ręcznikiem i zawiązać sznurkiem. /…/ Ze znanych mi osób zostali zamordowani: zaprzyjaźniona z naszą rodziną lekarka Maria Buzat, jej mąż Antoni Buzat, jej syn Adam Buzat, około 10 lat, i córka Anna Buzat, 14 lat – wszyscy zakłuci nożami; Tondel Janina – krawcowa i jej córka, następnie Tadeusz Drewota, 40 lat – rozebrany do naga, przybity gwoździami do swojego domu i zakłuty nożami, dalej Bronisław Janowicz, 45 lat – zakłuty nożami. /…/ W czasie napadu banderowcy zabrali z naszego domu m.in. naszą odzież. Mój brat Wiktor Broszkiewicz nie miał żadnych butów. Owijał sobie nogi szmatami i obwiązywał sznurkiem. /…/ Dla nas najstraszniejsza nie była śmierć, ale noże rizunów” (Grażyna Drobnicka; w: Siekierka…, s. 301; stanisławowskie).

Ukraińska zbrodnia 20 marca 1943 r. w miasteczku Deraźne

20 marca 1943 r. w miasteczku Deraźne pow. Kostopol, Ukraińcy zamordowali kilka polskich rodzin, około 45 Polaków, w tym 13-osobową rodzinę Wołoszynów (rodziców i ich 11 dzieci).

Uczestnicy pogromu, wśród których byli także cywile, oprócz zabójstw dopuszczali się również grabieży polskiego mienia. Po tej masakrze do Deraźnego przybyli Polacy z Pieńków i Pendyków pomagając urządzić pogrzeb pomordowanym. Ofiary w pośpiechu chowano bez trumien, w prześcieradłach. W Deraźnem pozostali pojedynczy Polacy, których później systematycznie zabijano.

Relacja świadka Romualda Drohomireckiego, wówczas 13-letniego chłopca:

„Tej nocy wymordowano prawie wszystkich Polaków w Deraźnem i okolicy. Rano wyrwałem się z domu i pobiegłem na pocztę do mojego kolegi Fredka Kaczyńskiego. To, co tam zobaczyłem, było przerażające: Przy wejściu na progu leżała pani Kaczyńska z przerąbaną na pół głową. W kuchni leżał Fredek, też z roztrzaskaną głową, cały we krwi, ale miał otwarte oczy. Na łóżku w kuchni leżała babcia z rozrąbaną głową. Zastrzelony pan Kaczyński leżał przewieszony przez parapet, przy otwartym oknie. W pokoju przy ścianie, w pozycji na wpół leżącej, zobaczyłem Danusię, siostrę Fredka, tylko w samej porwanej koszuli, z rozciętym brzuchem, od piersi w dół, tak mocno, że aż było widać jelita. Nogi miała dziwnie powykręcane. Wydawała jeszcze chrapliwe jęki – musiała długo męczyć się, zanim skonała. Wtedy pewnych rzeczy nie rozumiałem, dziś przypuszczam, że przed zamordowaniem mogła być gwałcona, a dopiero potem bestialsko zamordowana. Na podłodze i ścianach wszędzie krew, cały dom unurzany we krwi. Stałem zdrętwiały ze strachu i trzęsący się z przerażenia. Bałem się czegokolwiek dotknąć. Nawet nie wiedziałem, jak wyjść z tego domu. Po chwili przyszły Ukrainki. Jedne lamentowały, inne rabowały. Nawet na podwórku wyłapywały drób, który z wrzaskiem uciekał na wszystkie strony. Przybiegła też jakaś polska dziewczynka, pewnie koleżanka Danusi. Też bardzo płakała i trzęsła się ze strachu. Wreszcie, jakimś odruchem wyrwałem się z tego horroru i jak ogłupiały płacząc, pobiegłem do swojego domu. Pojawił się u nas ksiądz. Byłem tak przerażony, że nie mogłem wydobyć z siebie słowa i ciągle płakałem. A oni wciąż mnie pytali, co tam widziałem. Gdy w końcu opowiedziałem, mama z księdzem nie mogli uwierzyć i natychmiast poszli zobaczyć to na własne oczy. Gdy wrócili, mama strasznie płakała, a ksiądz powiedział, że trzeba zorganizować pogrzeby. Otworzył kościół i wkrótce zaczęli schodzić się pozostali przy życiu Polacy z miasta i okolic, a także niektórzy Ukraińcy. Zaczęto zwozić furmankami w pobliże kościoła zmasakrowane zwłoki pomordowanych Polaków. Zastygłe w okropnych mękach ciała osób dorosłych i dzieci wydawały się jakby jakimiś rzeźbami z piekielnego horroru. Zesztywniałe w tragicznych pozach, nie chciały się mieścić w drewnianych skrzyniach zbitych w pośpiechu. Prawie wszystkie dzieci miały roztrzaskane główki oraz połamane rączki i nóżki. Wiele dziewcząt i młodych kobiet miało rozcięte brzuchy. Okrywano je prześcieradłami, które szybko nabierały czerwonej barwy. Po krótkiej modlitwie ksiądz polecił jak najszybciej przewieźć ciała ofiar na pobliski cmentarz, aby je pochować. Dziś trudno powiedzieć, ilu było pomordowanych. Leżeli w wielu rzędach po kilkanaście osób. Myślę, że było tam około 70 czy 80 ciał. Na cmentarzu wykopano dwa ogromne doły przy samym płocie, po lewej stronie cmentarza, i w pośpiechu dokonano zbiorowego pochówku”.

Ukraińskie zbrodnie 20 marca

20 marca 1942 roku we wsi Kryniczki pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy zamordowali 24 Polaków i spalili ich gospodarstwa.

20 marca 1943 roku we wsi Antonowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 8 Polaków, w tym 3 nauczycieli i ich 3 dzieci oraz 1 Ukraińca, nadleśniczego, syna prawosławnego duchownego

20 marca 1943 roku we wsi Antonówka gmina Uhorsk pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków: leśniczego oraz gajowego z żoną (Edward Orłowski: „LEŚNICY…, jw.).

20 marca 1943 roku w miasteczku Derażne pow. Kostopol zamordowali kilka polskich rodzin, około 45 Polaków, w tym 13-osobową rodzinę Wołoszynów (rodziców i ich 11 dzieci).Uczestnicy pogromu, wśród których byli także cywile, oprócz zabójstw dopuszczali się również grabieży polskiego mienia. Po tym pogromie do Derażnego przybyli Polacy z Pieńków i Pendyków pomagając urządzić pogrzeb pomordowanym. Ofiary w pośpiechu chowano bez trumien w prześcieradłach. W Derażnem pozostali pojedynczy Polacy, których później systematycznie zabijano.

20 marca 1943 roku we wsi Hańkowce pow. Śniatyn zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.

20 marca 1943 roku we wsi Lachów pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy odchodząc do lasu do UPA zamordowali 5 Polaków. „We wsi Lachów gmina Poryck pow. Włodzimierz Wołyński 18/19 III 1943 lub 20 III 1943 zostali zastrzeleni po skatowaniu przez dezerterów posterunku policji ukraińskiej w Porycku, którzy udawali się zaciągnąć do UPA leśniczy Jerzy Dogmat (Dołhmat ?) Jerzy lat 25, por. rez. WP, oraz zarządca majątku Piotr Berhrt .(Edward Orłowski: „LEŚNICY…, jw.).

20 marca 1943 roku we wsi Modryń pow. Hrubieszów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.

20 marca 1943 roku w futorze Rudnia Antonowiecka pow. Krzemieniec zamordowali 30-letnią Polkę Pelagię Foinę.
20 marca 1943 roku we wsi Uhorsk pow. Krzemieniec Ukraińcy w lesie rozebrali do naga i odrąbali głowę Polakowi Eustachemu Stańskiemu, który przed wojną był powiatowym instruktorem rolnym, życzliwym dla Ukraińców.

20 marca 1944 roku we wsi Bojanice pow. Sokal Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: rodziców z 5-letnim synem oraz chłopców lat 6 i 11.

20 marca 1944 roku w kol. Dąbrowa k. Mańkowa pow. Horochów zamordowali 2 rodziny polskie liczące 7 osób.

20 marca 1944 roku we wsi Dźwiniacz pow. Zaleszczyki: „20.03.1944 r. zostali zam. Jakubiszynowie Michał i Mikołaj, rolnicy” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.).

20 marca 1944 roku we wsi Hańkowce pow. Śniatyn Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.

20 marca 1944 roku we wsi Huta Werchobuska pow. Złoczów Ukraińcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zaatakowali świtem w sile około 600 napastników; oddział AK podjął obronę osłaniając ucieczkę Polaków; zamordowanych zostało bądź zginęło 30 Polaków (Komański…., s. 500). Ewa Siemaszko: „Teraz wojna – nie ma krewnych”; w: „Nasz Dziennik” z 28 lutego – 1 marca 2009 podaje datę napadu „kilkusetosobowej bandy UPA” 22 marca 1944 roku i zamordowanie 40 Polaków. Także W. Kubów napad datuje na 22 marca, mord na 30 Polakach, w tym 13-osobowej rodzinie Zawadzkich.

20 marca 1944 roku we wsi Liski pow. Tomaszów Lubelski w walce z Ukraińcami UNS-UPA zginęło 4 partyzantów AK „Korczaka” a wielu zostało rannych, ale uratowano 18 rodzin polskich, które ukrywały się w schronach w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego.

20 marca 1944 roku we wsi Okniany pow. Tłumacz Ukraińcy banderowcy zakłuli nożami 3 Polaków: lat 18, 20 i 55.

20 marca 1944 roku we wsi Pakoszówka pow. Sanok w wyniku oskarżeń Ukraińców z Falejówki oraz gestapowca Ukraińca Leo Humeniuka Niemcy rozstrzelali 5 Polaków pod zarzutem przynależności do AK.

20 marca 1944 roku we wsi Poluchów Mały pow. Przemyślany: „Około 20.03.1944 r. zamordowano panią Macher i.n. [Według LK 2001 napad był 02.04.1944 i zginęło w nim 11 osób.]” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.).

20 marca 1944 roku we wsi Poturzyn pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy, sotnia „Jahody” oraz USN ze stanic w Liskach, Kościaszynie, Suszowie, Radostowie, Wasylowie Małym wymordowały 72 Polaków, wystrzelały bydło i psy (Konieczny…, s. 176); idąca na pomoc kompania AK „Wygi” została odparta, zginęło 4 partyzantów; dopiero oddział AK „Wiktora” dotarł do wsi wieczorem: „na miejscu zastali zwłoki pomordowanych Polaków (co najmniej 72)” (Motyka…, s. 194; Tak było… ).

20 marca 1944 roku we wsi Radostów pow. Tomaszów Lubelski w walce z Ukraińcami UNS-UPA zginął 1 partyzant AK „Ligoty”.

20 marca 1944 roku we wsi Sorocko pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili 20-letniego Polaka, który zaginął.

20 marca 1944 roku we wsi Wiszniów pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy z UNS zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków (w tym samym czasie, co i w Poturzynie, straty mogą być podobne).

20 marca 1944 roku we wsi Wola Wielka pow. Lubaczów Ukraińcy uprowadzili Polaka zakładając mu łańcuch na szyję i po torturach zamordowali go na terenie wsi Dachnów.

20 marca 1945 roku we wsi Lubycza Królewska pow. Rawa Ruska Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.

20 marca 1946 roku we wsi Łupków pow. Sanok Ukraińcy sotnie „Stacha” i „Brodycza” ostrzelały strażnicę WOP w Łupkowie i tamtejszy posterunek kolejowy MO oraz zamordowały 5 Polaków, cywili.

W nocy z 20 na 21 marca 1943 roku w miasteczku Szumsk pow. Krzemieniec Ukraińcy oraz zbiegli ze służby niemieckiej policjanci ukraińscy wywlekli z domu i zamordowali co najmniej 3 Polaków, 2 Ukraińców i 1 Czecha; Polak Jan Unold miał wypalone oczy i krzyż na piersiach oraz zmasakrowaną siekierą twarz.

W nocy z 20 na 21 marca 1945 roku we wsi Łupków pow. Sanok Ukraińcy z UPA zamordowali 5 Polaków.

W nocy z 20 na 21 marca 1947 roku we wsi Laszki pow. Jarosław Ukraińcy z UPA zamordowali Polaka.

Ukraińska zbrodnia 20 marca 1946 r. w Jasielu

20 marca 1946r. Oddział Ukraińców z UPA dokonał mordu na 60 żołnierzach WOP i 4 milicjantów w Jasielu (powiat krośnieński) (wg innego źródła zamordowano 66 żołnierzy i 5 milicjantów).

Po zakończeniu II wojny światowej we wsi Jasiel istniała strażnica Wojsk Ochrony Pogranicza, której załoga wobec przeważających sił Ukraińskiej Powstańczej Armii podjęła nieudaną próbę ewakuacji w kierunku Komańczy. 19 marca 1946 grupa WOP i MO w sile około 70 żołnierzy dotarła do strażnicy WOP w Jasielu, w celu ewakuowania jej 30-osobowej załogi. W związku z działalnością w rejonie odpowiedzialności strażnicy dużych oddziałów UPA, 20 marca 1946 roku grupa operacyjna 38 komendy odcinka i załoga strażnicy Jasiel licząca w sumie 98 żołnierzy, opuściły rejon zakwaterowania we wsi Jasiel pod dowództwem por. Jana Gierasika. Zostały wtedy zaatakowane i rozbite przez sotnie UPA. W walce zginęło dwóch żołnierzy, kilkunastu zostało rannych, jeden oficer i dwóch żołnierzy przedostało się za granicę do Czechosłowacji. Pozostali, w liczbie 94 żołnierzy (w tym sześciu oficerów i czterech milicjantów), po wyczerpaniu się zapasów amunicji, zostali wzięci do niewoli. Oficerowie i milicjanci zostali przez Ukraińców od razu rozstrzelani, a pozostałych żołnierzy poddano weryfikacji, wybierając aktywnych w walce z UPA .

Egzekucja oficerów miała miejsce w rejonie leśniczówki koło wsi Moszczaniec, a podoficerów i szeregowców na wzgórzu koło Wisłoka Górnego. Dwudziestu żołnierzy puszczono wolno. W czasie egzekucji rzucił się do ucieczki i mimo pościgu zbiegł szer. Paweł Sudnik, który później relacjonował: „Wszystkim kazali się położyć twarzą do śniegu. Kilku banderowców przystąpiło do zdzierania z nas mundurów. Pierwszego żołnierza wtrącili na dno wykopu i któryś z nich strzałem w tył głowy pozbawił go życia. Potem mnie pchnęli na krawędź wykopu”. Z pola walki uratowali się również ppor. Marian Myślicki, sierż. Warat i szer. Kowalenko. Ukryli się w stodole i w nocy przeszli na stronę Czechosłowacji. Pozostałych żołnierzy odarto z mundurów, pobito i puszczono wolno. Pod Jasielem zginęli: por. Jan Giersik, por. Bolesław Arabski, por. Władysław Szewczykowski, por. Jerzy Giernatowski oraz chor. Stanisław Gąsek i chor. Władysław Papierzański.

Akcją napadu i egzekucji przeprowadziły wspólnie sotnie UPA dowodzone przez Stepana Stebelskiego ps. „Chrin” i Wołodymyra Hoszki ps. „Myron”.

Poległych i rannych Ukraińcy wrzucili do lochu (ziemianki) i zasypali ziemią. Ich ciała odkryto w czerwcu 1946. Po ekshumacji ciała 37 ofiar zostały pochowane w zbiorowym pogrzebie na cmentarzu w Zagórzu 20 czerwca 1946. Ciała pozostałych ofiar nie zostały odnalezione.