29 lutego 1944 roku we wsi Dytkowce pow. Brody zostało zamordowanych przez Ukraińców 2 Polaków: Zbigniew Szekiel i Malinowski i.n. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…,jw.).
29 lutego 1944 roku w miasteczku Bołszowce pow. Rohatyn Ukraińcy zamordowali 19 Polaków, w tym młodą dziewczynę.
29 lutego 1944 roku we wsi Cypuchy koło Pełtuż Ukraińcy zamordowali 24 Polaków (Sowa…, s. 234); inni: „CEPUCHY (Cypuchy) koło Pełtwi 29.02.1944 r. bojówka OUN zamordowała 24 Polaków, m.in. w niewiadomym czasie był zamordowany 1-2. Cepuch Edward z siostrą Janiną; 3. Cepuch i.n.; 4. Starzyński i.n.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…,jw.).
29 lutego 1944 roku we wsi Karolówka pow. Rohatyn, napis pod zdjęciem: „Zwłoki braci Bednarzy oraz Burdzego i Groszka zamordowanych przez ludobójców z OUN-UPA w lutym 1944 r.”. Podpis pod zdjęciem: „KAROLÓWKA – region, pow. Rohatyn, woj. stanisławowskie. 29 luty 1944 Widok przed pogrzebem w Łukowcu, po przewiezieniu ofiar z lasu koło Karolówki. Czterech polskich młodzieńców z Karolówki: Burdzy, Groszek i bracia Bednarzowie – ofiary napadu dokonanego przez terrorystów UPA w przydrożnym lesie, gdzie zostali na drzewach powieszeni, a ich powóz konny którym jechali, napastnicy zagrabili”.
29 lutego 1944 roku we wsi Kutkorz pow. Złoczów Ukraińcy zamordowali 21 Polaków (Sowa…, s. 234).
29 lutego 1944 roku we wsi Oździutycze pow. Horochów w walce z UPA zginęło 7 partyzantów 27 DWAK.
29 lutego 1944 roku we wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński w walce z Ukraińcami zginął 19-letni partyzant 27 DWAK.
29 lutego 1944 roku we wsi Wołowiec pow. Bobrka: „29 lutego nacjonaliści ukraińscy napadli na wieś Wołowiec , powiat Bóbrka. Zamordowali kilka osób, w tym miejscowego gajowego.” (Stanisław Dłuski: „Fragment większej zbrodni”; w: „Las Polski”, nr 13 – 14 z 1991 r.).
29 lutego 1944 roku we wsi Zawale pow. Borszczów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym zarządcę folwarku .
28 lutego 1943 roku we Lwowie policjanci ukraińscy zamordowali Polaka, ucznia gimnazjum.
28 lutego 1943 roku we wsi Ulaniki II pow. Łuck Ukraińcy zastrzelili Polaka, gajowego .
28 lutego 1944 roku we wsi Bouszów pow. Rohatyn Ukraińcy zamordowali 12 Polaków, w tym kobiety i dzieci.
28 lutego 1943 roku w miasteczku Boremel pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym uprowadzeni zostali przez Ukraińców podających się za policjantów z Demidówki 2 Polacy: kierownik tartaku Mikołaj Masłowski oraz kierownik młyna Stanisław Jabłoński. W marcu ich ciała powiązane drutem kolczastym wyłowiono ze Styru.
28 lutego 1943 roku we wsi Hubków pow. Kostopol Ukraińcy na czele z mieszkańcem wsi Głuszków sotnikiem inż. Iwanem Szymankiem (przed wojną występującym pod nazwiskiem Jan Główka) i Kowalczukiem zamordowali 7 Polaków: 4-osobową rodzinę oraz 3-osobową nauczycieli, przy czym najpierw poćwiartowali nożami nauczyciela Mariana Wierzbickiego, następnie jego żonę Elżbietę i ich córeczkę Beatę, a zwłoki wrzucili do rzeki Słucz.
28 lutego 1944 roku we wsi Dołohów pow. Rudki Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 2 Polaków: inżyniera Władysława Wojnarowskiego i Dominika Biskowskiego, studenta Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. „Po uprowadzeniu ojca, 28 lutego 1944 roku, ukraińscy oprawcy uwięzili ojca w budynku pod lasem, należącym do wsi Chłoptycze i tam, przez kilka dni pastwili się nad nim. Najpierw wycięli mu język, potem włożyli go do drewnianej beczki nabitej wewnątrz gwoździami i co pewien czas toczyli tę beczkę, zadając mu straszliwy ból. Po dwóch dniach oprawcy przecięli piłą beczkę, razem z ciałem ojca i następnie wyjęli zwłoki i wrzucili do nieużywanej studni” (Jacek Wojnarowski; w: Siekierka…, s. 882; lwowskie).
28 lutego 1944 roku we wsi Huta Pieniacka pow. Brody esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna”, Ukraińscy banderowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi w sile kilku tysięcy napastników dokonali rzezi ludności polskiej 1000 – 1300 Polaków, duża polska wieś przestała istnieć. „Byłam jedną z ostatnich przyprowadzona do kościoła. Wszystkich, wcześniej tam przyprowadzonych, dzielono na grupy i wyprowadzano do stodół i żywcem palono. Wyszłam z kościoła z ostatnią grupą dziewcząt. Widok jaki się okazał moim oczom był przerażający. Wokół płonęły budynki, słychać było przeraźliwe krzyki palących się ludzi, wyły psy, zewsząd unosił się swąd palonych ciał ludzkich i bydła. Ja i moje współtowarzyszki, zdawałyśmy sobie sprawę, że idziemy na śmierć. Konwojujący nas ukraińscy esesmani popędzali nas, szyderczo śmiejąc się, „Wże propała wasza Polszcza – to je wasza Polszcza”. Kiedy zostałyśmy doprowadzone w pobliże zabudowań Stefanii Relich, zostałyśmy na chwilę zatrzymane, otwarto bramę na podwórze nakazując nam tam wejść. Po przeciwnej stronie płonęły zabudowania Genowefy Bernackiej, skąd dochodziły przeraźliwe jęki palonych tam żywcem ludzi. Konwojenci brutalnie wepchnęli nas na podwórze. Zatrzymali przed stodołą, przed którą stały karnistry z benzyną. Kolbami karabinów wepchnęli nas do wnętrza i zamknęli drzwi. Wewnątrz było sporo słomy i siana. Po przeciwnej stronie były drugie drzwi, prowadzące na ogród. Wykorzystując chwilowy zamęt dostałam się do nich i udało się nam je otworzyć. Z kilkoma dziewczętami, było nas trzy lub cztery, nie pamiętam, rzuciłyśmy się do ucieczki. Po chwili nas zauważono i zaczęto strzelać. Udało się nam jednak przedostać do pobliskiego wąwozu, którym dotarłyśmy do lasu. Po chwili usłyszałyśmy strzały, krzyki, i zobaczyłyśmy jak płonie stodoła z której udało się nam zbiec” (Wanda Gośniowska; w: Komański…, s. 591). „Po odejściu ukraińskich esesmanów z Huty Pieniackiej byłem jednym z pierwszych, którzy dotarli do spalonej wsi. /…/ Dopalały się jeszcze zabudowania, na drogach i polach leżeli martwi ludzie. Dużo widziałem dzieci na sztachetach płotów lub leżących z rozbitymi główkami. Wokoło śnieg był czerwony od ludzkiej krwi. W stodołach leżały dziesiątki zwęglonych ciał ludzkich” (Bronisław Zagrobny; w: Komański…, s. 611). „Z opublikowanych materiałów przewodu sadowego wynikało, że w zbrodni ludobójstwa dokonanej na ludności polskiej w Hucie Pieniackiej, oprócz ukraińskich żołnierzy 14 SS Schutzen Galizien, brali również udział ukraińscy szowiniści z OUN-UPA z okolicznych wiosek – Hołubica, Jasionów, Łukawiec, Pieniaki i Żarków” (Władysław Bąkowski; w: Komański…, s. 557). „W tych okolicznościach lekką śmierć mieli ci, którzy od razu zginęli od kuli, lecz bestialskie traktowanie ofiar dotyczyło większości. Na przykład w kościele ukraiński esesowiec wyrwał noworodka rodzącej kobiecie i go rozdeptał, a na oburzenie pomagającej jej akuszerce odpowiedział rozstrzelaniem również matki dziecka. Szczególnie okrutnie został zamordowany dowódca placówki AK inż. Wojciechowski. Najpierw przed kaplicą pobito go, potem torturowano, w końcu oblano benzyną i podpalono. Zginęła też jego rodzina – żona Żydówka i jej córka. Litości nie było nawet dla mieszkańców spokrewnionych z Ukraińcami, ponieważ ukraiński esesowiec z sąsiedniej wsi, mordując 3-osobową rodzinę, na jej błaganie ożycie, stwierdził: „Teraz wojna – nie ma krewnych” (Ewa Siemaszko: Teraz wojna – nie ma krewnych; w: „Nasz Dziennik” z 28 lutego – 1 marca 2009).
28 lutego 1944 roku we wsi Jaryszów Nowy pow. Lwów Ukraińcy zamordowali Polaka.
28 lutego 1944 roku w kol. Hucisko Pieniackie należącej do wsi Pieniaki pow. Brody esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” oraz upowcy zamordowali 128 Polaków. Natomiast Władysław Kubów podaje (Terroryzm na Podolu): „28.02.44 r. w Hucisku Pieniackim SS “Hałyczyna” wymordowała 62 mieszkańców. Zginęli: Górski Antoni, Górski Marcin, jego żona Klara, ich synowie: Józef i Jan, Ferdyczowska Emilia i jej niemowlę, Jurkiewicz Antoni, jego żona Emilia, ich dzieci: córka Weronika i syn Edward, Jurkiewicz Bronisław, jego żona Elbieta, ich dwaj synowie, Kobylański Jan, jego matka Barbara, żona Stefania i ich troje dzieci, małżeństwo Kowalskich i dwoje ich dzieci, Kowalewska Bronisława i jej matka, Jarosz Stanisław, jego matka Stanisława, Mendelski Józef, jego żona i ich córki: Agnieszka i Maria, Mendelski Wojciech, Maksymów Władysław, małżeństwo Niedźwiedzkich i czworo ich dzieci, Orłowski Jan, jego matka i syn oraz córka, Orłowska Wanda i dwoje dzieci oraz jej matka, Orłowska Olga, jej dziecko i matka Orłowska Tekla, Orłowski Jan i jego żona, Podgórska N. i dwie córki, Żuczkowski Józef i jego żona oraz syn Jerzy.”. Komański…., s. 65 – 66 dokumentują napad z 13 lutego i mord 55 Polaków.
28 lutego 1944 roku w mieście Lwów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków (byli to: Stanisław Mały i 20-letni Mieczysław Balicki) oraz zrabowali ich dokumenty.
28 lutego 1944 roku we wsi Modryniec pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy z bojówką UNS ze wsi Szychowce zamordowali na terenie folwarku 3 Polaków, w tym 2 kobiety o tym samym nazwisku.
28 lutego 1944 roku we wsi Okno pow. Skałat Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 8 Polaków.
28 lutego 1944 roku we wsi Rudniki pow. Kowel zamordowali 5 Polaków, w tym troje rodzeństwa z 18-letnią dziewczyną.
28 lutego 1944 roku we wsi Rulikówka pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy z bojówka UNS ze wsi Szychowce zamordowali kilku Polaków i spalili wieś (Motyka…, s. 183; Tak było..).
W miasteczku Sokołówka (Sokołówka Hetmańska) pow. Złoczów: „28.02.1944 r. został zamordowany Kargol Jan.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.).
28 lutego 1944 roku we wsi Tłusteńkie pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali w majątku 2 Polaków.
28 lutego 1944 roku we wsi Tudorów pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 3 Polki, w tym 2 na terenie majątku Dębina.
28 lutego 1945 roku we wsi Hrebenne pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zakłuli bagnetami 4 Polaków.
28 lutego 1945 roku we wsi Huta Stara pow. Buczacz podczas drugiego napadu Ukraińcy zamordowali 6 Polaków (5 kobiet i 1 mężczyznę). ”Drugi napad miał miejsce pod koniec lutego 1945 r. (najprawdopodobniej było to 28). Mieszkańcy wsi Huta Stara zamordowani podczas drugiego napadu: 1. Żuczkowska Zofia lat ok. 60 – sądząc, że podobnie jak podczas pierwszego napadu kobietom nic się nie stanie, wyszła prosić banderowców aby oszczędzili jej dom, została zabita. 2. Charęza Jan lat ok. 20. 3.Biernacka Maria (zastrzelona). 4. Biernacka Zofia. 5.Biernacka Anna. 6.Biernacka Maria (zastrzelona w czasie próby ukrycia się – strzałem w głowę)” (Roman Romanów). H. Komański, Sz. Siekierka na s. 152 podają tylko napad z 4 marca 1944 roku oraz mord 12 Polaków NN, natomiast prof. L. Jankiewicz podaje 13 nazwisk ofiar pierwszego napadu. „28.02.1945 r. w czasie drugiego napadu zginęło około 12 osób, ustalono tylko część nazwisk:. Biernacka Anna; Biernacka Maria; Biernacka Maria; Biernacka Zofia; Charęza Jan lat około 20; Żuczkowska Zofia l. 60; Sześć osób NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.).
28 lutego 1945 roku we wsi Lubycza Królewska pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.
28 lutego 1945 roku we wsi Nowosiółki-Bekerów pow. Podhajce napadli na plebanię i zamordowali ks. proboszcza Mariana Dziamarskiego, jego siostrę, gosposię i kobietę ze Lwowa, która korzystała z noclegu na plebanii. Ciało księdza wrzucono do pobliskiego stawu, w którym po pewnym czasie wypłynął na powierzchnię. Był związany drutem kolczastym. Przed śmiercią na piersiach wypalono mu krzyż, wyrwano paznokcie i język, wydłubano oczy.
28 lutego 1945 roku we wsi Zaleszczyki Stare pow. Zaleszczyki Ukraińcy obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 39 Polaków .
28 lutego 1945 roku we wsi Zatwarnica pow. Lesko Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
28 lutego 1946 roku we wsi Kamienne pow. Sanok Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, natomiast w walce poległo 20 żołnierzy WP a 30 zostało rannych.
28 lutego 1946 roku we wsi Korzeniec koło Birczy pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety.
28 lutego 1946 roku we wsi Równiny pow. Włodawa Ukraińcy uprowadzili Polaka i po torturach zamordowali.
28 lutego 1946 roku we wsi Zapałów pow. Jarosław zamordowali Polaka, milicjanta.
W nocy z 28 na 29 lutego 1944 roku we wsi Koropiec pow. Buczacz: „28/29.02.44 r. zostali zamordowani: Cisłowski i.n. kierownik stacji; Łużny i.n. – zwrotniczy; . Wojciechowska Jadwiga nauczycielka; Łużna Maria l. 35; Suchecka Anna l. 6; Zalewki Władysław” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…,jw.)
W nocy z 28 na 29 lutego 1944 roku we wsi Krościatyn pow. Buczacz Ukraińcy banderowcy zamordowali ponad 156 Polaków (136 we wsi oraz 20 na stacji kolejowej); napadem UPA kierował pop Pałubicki ze swoją córką. Pop na kazaniach mówił, że „za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy, grzechu nie będzie”. „Działały trzy wyspecjalizowane grupy, pierwsza „pracowała” toporami, druga rabowała, trzecia paliła systematycznie domostwo po domostwie. Rzeź trwała niemal przez całą noc. Słyszeliśmy przerażające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. /…/ Rzezi w Krosciatynie dokonał oddział UPA, wspierany przez miejscową ludność ukraińską, uzbrojona w siekiery, kosy, widły i noże, łącznie 600 osób. /…/ W grupie podpalającej domy brali udział nawet 12 – 14 letni chłopcy” (ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski; w: Komański…, s. 663). Poniżej kilka przykładów jak ginęli Polacy: 18-letni Franciszek Białowąs: odrąbali mu głowę siekierą ; 22-letni Kazimierz Czubakowski: odrąbali mu głowę siekierą ; 9-letni Tadeusz Hołodowski: uduszony; 24-letnia Stanisława Hutnik: uduszona i spalona; 25-letni Józef Hutnik: zarąbany siekierą i spalony; 39-letnia Anna Jarosz: uduszona; 9-letnia Maria Jarosz (córka Antoniego): uduszona; 13-letnia Maria Jarosz (córka Józefa): uduszona; 10-letni Józef Jarosz: uduszony i spalony; 54-letnia Anna Jarosz: zarąbana siekierą; 75-letni Tadeusz Łużny: zarąbany siekierą; 12-letni Jan Łużny: uduszony i spalony; 42-letnia Antonina Łużna: zarąbana siekierą i spalona; 14-letnia Anna Łużna; zarąbana siekierą i spalona; 10-letni Józef Łużny: zarąbany siekierą i spalony; 1-miesięczna Stanisława Łuzna: spalona żywcem; itd. (Komański…. s. 155 – 157).
W nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. oddział Ukraińców z UPA przy wsparciu ludności ukraińskiej dokonał masakry 156 Polaków we wsi Korościatyn i pobliskiej stacji kolejowej na Podolu w dawnym powiecie buczackim województwa tarnopolskiego.
Napastników oceniono na 600 osób. Wjechali do wioski około godziny osiemnastej, posługując się obowiązującym hasłem i podając się za polskich partyzantów, co zmyliło wartowników.
Korzystając z zaskoczenia Ukraińcy zajęli stację kolejową, gdzie przecięli druty telegraficzne, zerwali tory i przystąpili do mordowania urzędników kolejowych oraz podróżnych oczekujących na pociąg. Zabito tam 21 osób, w tym przez przypadek jednego Ukraińca. Następnie napastnicy rozpoczęli mordowanie ludności we wsi, najczęściej przy użyciu siekier, noży i bagnetów, a także broni palnej. Oprawcy torturowali niektóre ofiary, wycinając im języki, wydłubując oczy, obcinając piersi kobietom. Zdaniem świadków napastnicy podzielili się na trzy grupy: jedna zajmowała się zabijaniem, druga rabunkiem mienia, które ładowano na sanie, a trzecia podpalaniem zabudowań. Rzeź trwała do rana.
,, Zachowywali się przy tym bestialsko, np.: siedemdziesięcioletnią Rozalię Sołtys ugodzili bagnetem, rozpruwając jej brzuch, innej kobiecie zabili noworodka, rzucając nim o mur, zastrzelili rodzącą kobietę”.
„Rano rodzice udali się na zgliszcza Korościatyna i opowiadali potem rzeczy, od których włosy się jeżyły. Np. bandyci wpadli do mieszkania Nowickich w dawnej karczmie. P. Nowicki, przedwojenny sprzedawca w sklepie Kółek Rolniczych, zdążył w ostatniej chwili wymknąć się za dom. Żonę pochyloną nad łóżeczkiem kilkumiesięcznego dziecka banderowiec ściął toporem, rozpłatał też toporem głowę kilkuletniej córki Basi. Tenże Nowicki dostał po tym wszystkim pomieszania zmysłów i chodził z ocalałym niemowlęciem na ręku, ciągle mówiąc coś o ukochanej Basi. Sąsiedzi dożywiali go wraz z dzieckiem.”
Zdaniem ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego napadem kierował ksiądz greckokatolicki Pałabicki z córką, podczas oblężenia plebanii zginął jeden z dowodzących atakiem, syn księdza greckokatolickiego z Zadarowa. Eksterminację przerwała odsiecz polskiego oddziału partyzanckiego z oddalonych o 12 km Puźnik.
Podczas napadu na stacji kolejowej i we wsi zamordowano łącznie 156 osób, w tym kilkanaścioro dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Udało się ustalić tożsamość jedynie 117 zabitych. Spaleniu uległy wszystkie zabudowania oprócz kościoła i plebanii.
1 marca Niemcy sfilmowali zgliszcza wsi i wykonali zdjęcia ofiar. Następnego dnia większość z nich pochowano na cmentarzu w Korościatynie we wspólnej mogile oznaczonej dziś drewnianym krzyżem bez żadnych napisów. Polacy, którzy ocaleli z rzezi, przenieśli się do Monasterzysk. Na ich miejscu po 1945 roku osadzono Łemków spod Krynicy, którzy nadali wsi obecną nazwę Krynycia.
28 lutego 1944 r. we wsi Wanat pow. Garwolin Niemcy z Ukraińcami dokonali pacyfikacji wsi mordując 108 Polaków, w tym 47 dzieci i młodzieży w wieku od 1 miesiąca do 16 lat, 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lat oraz 24 mężczyzn w wieku od 18 do 88 lat.
W zbrodni tej brali udział żandarmi z posterunków: Garwolina, Żelechowa, Sobolewa, Sobienich-Jezior i Kołbieli. Ponadto ze Starostwa Powiatowego w Garwolinie przybyły do Wanat: oddział policji specjalnej, funkcjonariusze Kryminalpolizei i Schutzpolizei, oddział pomocniczej policji ukraińskiej stacjonującej w majątku Zawady obok Garwolina i funkcjonariusze policji polskiej tzw. granatowej z Garwolina. Ściągnięto około 800 żandarmów, Schupo i Ukraińców z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa. Pacyfikację Wanat przeżyły tylko dwie osoby: Julianna Olejnik i Władysław Górzkowski.
Julianna Olejnik:
„Tamtego dnia weszło do kuchni trzech Ukraińców w hitlerowskich mundurach. Pytali o męża. Odpowiedziałam, że jest w stodole. Na moje słowa, że wywiązaliśmy się z kontyngentu, mogę nawet pokazać im kwity, jeden z oprawców ryknął na mnie -idź ty!-. W tym momencie kula z jego pistoletu trafiła mnie w szyję. Strzelił również do mojej siostry. Straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, usłyszałam lamenty mojej mamy, która powtarzała: -wszystkie moje dzieci zabite. /…/ Kiedy wychodzili, jeden nich (Ukraińców) podwinął mi sukienkę i uszczypnął w pośladki. Leżałyśmy spokojnie. Hitlerowcy podpalili dom. Tymczasem siostra schroniła się w piwnicy, tam jednak dostrzegli ją żandarmi i natychmiast zastrzelili. Ogień ogarnął cały dom. Nie było, czym oddychać. W pewnym momencie z łóżka zerwał się Zygmuś krzycząc: -mamusiu, parzy mnie, parzy!-. Ostatkiem sił próbowałam go ratować. Zza okna padł strzał. Dziecko upadło martwe, a ja znowu zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność, wyczołgałam się do sieni. Wkrótce zaczęła płonąć kuchnia. Na czworakach wyszłam z domu i położyłam się pod płotem. Potem przeczołgałam się do studni i ukryłam się w dole po wapnie. Było mi strasznie zimno, więc wydostałam się z tego dołu i położyłam koło płonącego domu. Kiedy spadła na mnie paląca się szczapa i zatliła mi się suknia, przedostałam się stamtąd do kopca z brukwią i burakami. Następnego dnia odnaleźli mnie w nim ludzie z sąsiednich wsi”.
Władysław Górzkowski:
„Około godz. 7.00 rano przeszła przez wieś grupa młodzieży mordując kolejno w zagrodach wszystkich bez wyboru – mężczyzn, kobiety i dzieci. Żołnierze z następnych grup wyprowadzali inwentarz żywy, wynosili z mieszkań odzież. Czterej żołnierze z ostatniej grupy chodzili od zagrody do zagrody i zapalali wszystkie budynki. Zagrody w Wanatach stały w pewnej odległości jedna od drugiej. Żona moja przebywająca tego dnia na podwórzu usłyszała w pewnej chwili strzały padające w obrębie zagrody mojego stryjecznego brata. Jeden z żołnierzy po wyjściu z jego domu skierował swe kroki do nas. Gdy wszedł do sieni strzelił na postrach. Następnie zastrzelił w pokoju po drugiej stronie sieni mojego lokatora Jana Boratyńskiego i jego syna Zdzisława. Potem wszedł do mojego pokoju i skierował pistolet do mnie. Zdążyłem zasłonić głowę rękoma, a kula przeszła mi przez obie ręce nie naruszając kości. Rzuciłem się na ziemię. Żołnierz zabił potem moją żonę, po chwili stanął na moich plecach. Słyszałem, jak obszedł całe mieszkanie i gdy upewnił się, że nikogo więcej nie ma, wyszedł. Wówczas podniosłem się i usiłowałem podnieść żonę, która otrzymała postrzał w głowę i niestety już nie żyła. Usłyszałem głosy Niemców dochodzących z mego podwórza, więc umazałem się krwią żony i położyłem ponownie na podłodze udając nieżywego. Leżałem tak ok. 15 minut, po czym wyszedłem do obory i tam schroniłem się na strychu. W międzyczasie Niemcy weszli do mojego domu i obrabowali go. Ponieważ zostawiłem krwawy ślad ręki na stole, żołnierze domyślili się, ze ktoś ranny uciekł z domu. Słyszałem jak jeden z żołnierzy powiedział po ukraińsku, że i tak spłonę, gdy podpalą całą zagrodę. Orientowałem się, że żołnierze ci byli przeważnie Ukraińcami służącymi w wojsku niemieckim. Widziałem potem przez szparę w ścianie obory jak następna grupa żołnierzy zabierała mój inwentarz. Widziałem też stamtąd jak płonęły wszystkie zagrody, a ogień począł zbliżać się do mego gospodarstwa. Czterej żołnierze zapalili moje zabudowania przy pomocy nafty lub benzyny. Obora miała połączenie z budynkiem mieszkalnym. Dach był kryty blachą i papą. Gdy żar ognia i dym począł mnie dusić, skoczyłem na ziemię i ukryłem się wśród płonących budynków. Wkrótce zdołałem wejść do piwnicy domu mieszkalnego, której ogień nie objął. Tam przesiedziałem do wieczora”.
27 lutego 1944 roku we wsi Grzymałów pow. Skałat Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym dyrektora Monopolu Tytoniowego z żoną.
27 lutego 1944 roku w mieście Kowel woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 43-letnią Polkę.
27 lutego 1944 roku we wsi Pieniaki pow. Brody uprowadzili ks. Józefa Pikota, po którym ślad zaginął, oraz zastrzelili Polaka.
27 lutego 1944 roku w kol. Rulikówka pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy spalili 2 dzieci o nazwisku Dec oraz kilku starców, którzy nie zdążyli uciec; w podpalonych zabudowaniach udusiła się 4-osobowa rodzina; – łącznie zamordowali co najmniej 15 Polaków.
27 lutego 1943 roku we wsi Hulcza pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali Polaka, młynarza.
27 lutego 1943 roku we Lwowie Ukraińcy uprowadzili Polaka, ucznia gimnazjum, który zaginął bez wieści.
27 lutego 1943 roku we wsi Radoml pow. Krzemieniec policjanci ukraińscy obrabowali dom rodziny Kiljanów, rozebrali do naga zarządcę dóbr Radoml Kiljana, jego 19-letniego syna oraz buchaltera majątku, przywiązali do sań za ręce drutem kolczastym, za wsią pobili, po czym zarąbali siekierami i wrzucili do wody.
27 lutego 1944 roku w przysiółku Cepuchy należącym do wsi Ceperów pow. Lwów (niedaleko Jaryczowa): „świtem z drogi do stacji kolejowej w Połonicach uprowadzony został Edward Cepuch (lat 20) – brat świadka Ireny Ratusznej z domu Cepuch. Jak co dzień, przyszedł po niego kolega – Ukrainiec Nykoła BARABASZYN. Ale tym razem „kolega” doprowadził Go do domu SYLWENA, który znajdował się w lesie, gdzie czekali bandyci z pobliskich Podliszek, Hryniowa i Połonic. Tam w ciągu dnia przyprowadzono kolejnych mieszkańców osady, zatrzymanych w drodze na stację. Byli to Michał Staszyński (lat 36), Janina Cepuch (lat 28), Zdzisław Wróblewski (lat 14), Wacław Cisiński, małżeństwo francuskich osadników. Przetrzymywano ich do wieczora, kiedy to wyprowadzono ich z obejścia do lasu. Chłopaka zastrzelono od razu, pozostali musieli wykopać doły, kazano im rozebrać się do naga i oddano do nich strzały. Leżących dobijali dżaganami i zepchnięto do przygotowanych dołów. Mieszkańcy osady słyszeli strzały, ale nie byli świadomi, co one oznaczają. Zamordowanych zostało 7 osób: 5 Polaków i 2 osadników francuskich. 28 lutego 1944 roku do osady Cepuchy pow. Lwów banderowcy przyszli o trzeciej nad ranem. Byli zaskoczeni nieobecnością mężczyzn. Nie przypuszczali, że mógł ich ktoś ostrzec. Chodzili od domu do domu zganiając ludzi w jedno miejsce, do murowanego domu Michała Cepucha, mego Ojca. Czekali na powrót mężczyzn do 15 – tej, rabując w tym czasie opuszczone domy. /…/ Od zagłady uratowali ich dwaj bracia Zbyszek i Józek Mrozowscy (wówczas 12 – 13 letni chłopcy), którzy jako jedyni ukrywali się z rodzicami w piwnicy swojego domu. Kiedy banderowcy podpalili wieś, owinięci w białe prześcieradła (na zewnątrz leżał śnieg) przedarli się do lasu i pomimo strzałów, jakie za nimi oddano, dotarli na gestapo w Jaryczowie. Zawiadomiono posterunek. I kiedy przerażone kobiety i dzieci, stłoczone w ocalałym domu Michała Cepucha oczekiwali swego końca, usłyszeli strzały z broni maszynowej. To Niemcy tym razem przychodzili z odsieczą ” (Irena Ratuszna z d. Cepuch; ). Sz. Siekierka i inni…, na s. 615 odnotowali: „W lutym 1944 roku, zostało zamordowanych przez banderowców na przysiółku Cepuchy 7 osób NN; 27 luty 1944 koło wsi Cepuchy pow. Lwów. „Jestem córką zamordowanego przez bandy UPA Wacława Cisińskiego. Został On zabity przez banderowców w czasie pogromu w pobliżu wsi Cepuchy ./…/ Dodam jeszcze, że mój tato urodzony był 10 października 1914 r., a więc w dniu śmierci miał niespełna 30 lat, był mieszkańcem Jaryczowa i pracował jako urzędnik w Nadleśnictwie we Lwowie. Niestety, Jego imię i nazwisko nie zostało umieszczone na liście poległych na Kresach” (Czesława Meryk z domu Cisińska,).
27 lutego 1944 roku we wsi Gaje (Bogdanówka ?) pow. Lwów 26 VII 1943 (27 II 1944 ?) został zamordowany przez ukraińską bojówkę OUN w czasie podróży z Zadwórza do Lwowa leśniczy Henryk Kuczyński lat 40, mieszkający we Lwowie (Edward Orłowski, w:…, jw.).
27 lutego 1944 roku we wsi Feliksówka pow. Kamionka Strumiłowa: „27.02.1944 r. (27.01.1944 r.?) zostali uprowadzeni: 1. Bednarczuk Włodzimierz l. 23; 2. Kisiel Stanisław l. 21; 3. Młodecki (Moderski) Zbigniew l. 22.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…,jw.)
27 lutego 1944 roku we wsi Szutowa pow. Jaworów Ukraińcy uprowadzili około 15 Polaków z ks. Albinem Banasiem, którzy przepadli bez wieści.
27 lutego 1944 roku w mieście Turka woj. lwowskie zamordowali 5 Polaków.
27 lutego 1944 roku w przysiółku Wołowskie należącym do wsi Ciemierzyńce pow. Przemyślany zamordowali m.in. 18-letnią Stefanię Sypko. “Miałam wówczas zaledwie 11 lat. /…/ Nikt nie chciał wierzyć, że tak, bez żadnego powodu, wśród tych przyjaciół, coś złego może nas spotkać. Rodzina nie chciała opuszczać swojej własności i dorobku pokoleń. /…/ Pamiętam czerwone kałuże i strugi krwi na zaśnieżonych drogach, którymi wywożono w nieznane zamordowanych Polaków. Słuchać było płacz, lament i błagania schwytanych i wyprowadzanych ze swoich domów ludzi, często bosych i tylko w koszulach. Pożary, strach i okrucieństwo zataczały coraz większe kręgi. /…/ Osiemnastoletnia Stefania Sypko w ten wieczór poszła do innych sąsiadów, Ukraińców – Oczkusiów. Tu również wtargnęli bandyci. Wyprowadzili ja z domu i powiesili na wierzbie. Wisiała całą noc z soboty i całą niedzielę. Nikt nie odważył się jej zdjąć z tej „szubienicy”. W niedziele poszłam z innymi w to miejsce. /…/ Kochana i tak bliska Stefcia, wisiała na drzewie na kolczastym drucie. Do dziś nie wiadomo, czy Stefania z matką poszły owego wieczoru do swoich sąsiadów z własnej woli czy zostały tam zwabione. Zaskakujące jest bowiem pojawienie się w tych domach w tym czasie banderowców” (Karolina Dmuchowska; w: Komański…, s. 781).
27 lutego 1945 roku we wsi Kalnica koło Wetliny pow. Lesko (Bieszczady) Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: małżeństwo oraz ukrywaną przez nich Żydówkę Haję Dym.
27 lutego 1945 roku we wsi Muchawka pow. Czortów Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.
27 lutego 1945 roku we wsi Ropienka pow. Lesko Ukraińcy zamordowali Polaka .
27 lutego 1947 roku we wsi Reczpol pow. Przemyśl Ukraińcy obrabowali i zamordowali 2 Polaków a 3 poranili.
27 lutego 1947 roku we wsi Średnia pow. Przemyśl Ukraińcy obrabowali i zamordowali 3 Polaków.
Nocą z 27 na 28 lutego 1944 roku w osiedlu Chałupki należącym do wsi Barszczowice pow. Lwów Ukraińcy obrabowali i spalili 32 gospodarstwa polskie oraz zamordowali 29 Polaków i 1 Ukraińca.
Nocą z 27 na 28 lutego 1946 roku we wsi Uherce Mineralne pow. Lesko Ukraińcy zamordowali 5 Polaków i spalili 4 budynki.
27 lutego 1943 r. we wsi Radoml pow. Krzemieniec policjanci ukraińscy obrabowali dom rodziny Kiljanów, rozebrali do naga zarządcę dóbr Radoml – Kiljana, jego 19-letniego syna oraz buchaltera majątku.
Przywiązali ich do sań za ręce drutem kolczastym, za wsią pobili, po czym zarąbali siekierami i wrzucili do wody. Inni podają, że była to rodzina Klijanów
AAN, DR, sygn. 202/III/200, k. 32 – 35:
„Luty 1943. Milicja w przebraniu lub też prawdziwa, zabiera pod pozorem aresztowania w majątku Rydomla zarządcę Kiliana, jego 19-letniego syna Kazimierza i buchaltera majątku. Wszyscy trzej zostali w okrutny sposób zamordowani (zupełne rozbicie czaszek i związanie rąk drutem kolczastym i wrzucenie do stawu)”.
—
Po tym morderstwie (27 lutego 1943 r. w majątku Radoml) zaczęły się masowo mordy Polaków zatrudnionych w majątkach i leśnictwie. Wymordowano co najmniej 100 osób. Między innymi zamordowany został instruktor rolny – Stański znaleziony bez głowy, 7 fornali zamordowanych bestialsko w piwnicy w Szpikołowach, leśniczy, buchalter, nauczyciel z żoną i kilka nieznanych z nazwiska osób.
We wsi Antonowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Polaka;
We wsi Białokrynica pow. Krzemieniec zamordowali 23-letnią Polkę Annę Monastyrską;
W majątku Szpikołosy pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 12 Polaków, w tym nauczyciela z żoną;
W miasteczku Szumsk pow. Krzemieniec został zamordowany przez Ukraińców Polak, oficer WP – Henryk Simpers;
We wsi Zabara pow. Krzemieniec ukraińscy siepacze zamordowali dwóch Polaków.
—
W dniach od 23 lutego do 3 marca 1943 roku policja ukraińska spacyfikowała kilkanaście polskich wsi zabijając około 3 tysięcy Polaków, a w następnych dniach marca i w kwietniu kilka kolejnych wsi. Po tych pacyfikacjach oddziały policji ukraińskiej z pełnym uzbrojeniem odeszły do lasu kontynuując swój zbrodniczy szlak.
26 lutego 1944 r. ukraińscy oprawcy z UPA przywieźli 28 Polaków wyłapanych w Wiśniowcu Starym pod las na północny wschód od Wiśniowca, do wsi Krzywczyki w pow. krzemienieckim.
Ulokowano ich w gospodarstwie ciotki przywódcy bojówki z Wisniowca – Mychajły Prociuka. Tam zaproponowali dwóm Polakom układ – Józefowi Stemplowskiemu, by zarąbał siekierą Józefa Królikowskiego, wówczas darowane będzie życie jemu i jego dzieciom. Stemplowski odmówił, tak samo Królikowski. Ukraińcy odmowy nie przyjęli – 28 Polaków zostało zaprowadzonych do położonej 50 m dalej studni osadnika.
Zaczęła się rzeź… Zarąbano siekierami najpierw mężczyzn, potem kobiety, na końcu dzieci. Ciała bestialsko zamordowanych ofiar rezuni wrzucili do studni o głębokości około 70 m. Tego dnia w Krzywczykach łącznie zginęło 75 Polaków.
Na sowieckim procesie w sierpniu lub wrześniu 1944, Mychajło Prociuk, organizator zbrodni zeznał, że – „najpierw rąbano ręce i nogi, żeby polska morda dłużej się męczyła”.
Tego samego dnia we wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali 67 Polaków.
Parę dni wcześniej ucierpiał Wiśniowiec Nowy w powiecie krzemienieckim. Ukraińcy wdarli się do klasztoru i dokonali rzezi zgromadzonych tam 300 – 400 Polaków, głównie uciekinierów z sąsiednich wsi. Zakonników powiesili na sznurach i ręcznikach a w bok wbili im metalowe pręty. Natomiast we wsi Wiśniowiec Stary wymordowali w kościele i organistówce co najmniej 182 Polaków; około 100 osób spalili w kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika z 1756 roku.
Wspomnienie Marii Adaszyńskiej:
„W chwilę później banderowcy wdarli się na chór i wymordowali wszystkich, których tam zastali. Kilka osób zrzucili na posadzkę w kaplicy. Do mnie dochodziły krzyki, płacz, jęki mordowanych, swąd palących się ubrań i ciał. Widziałam jak banderowiec bił kobietę w ciąży. Kobieta była z małą dziewczynką, cztero może pięcioletnią. Dziecko strasznie płakało ze strachu. Na jego oczach bandyta przebił matkę nożem. /…/ Na korytarzu leżał zamordowany Franek Kobylański z Pankowic. Miał poobcinane uszy i nos, na czole wycięty krzyż i ściągniętą skórę z palców u rąk”.
W taki sposób właśnie Ukraińcy i ich bandy UPA walczyli o „niepodległosć” z polskimi bezbronnymi kobietami i dziećmi!
Maria Stemplowska – Niezgoda, która cudem przeżyła rzeź po kilkumiesięcznych staraniach u władz sowieckich, 28 października 1967 r. doczekała się wzniesienia obelisku w Wiśniowcu Starym, w miejscu studni, do której oprawcy wrzucali ciała pomordowanych. W 1996 r. pani Maria ponownie odwiedziła to miejsce i umieściła przy pomniku krzyż. Największa zbiorowa mogiła wymordowanych Polaków z Wiśniowca Nowego nigdy nie została upamiętniona i oznaczona. Znajduje się ona na miejscowym cmentarzu porośnięta krzakami.
25 lutego 1945 r. we wsi Zaleszczyki Małe w powiecie Buczacz Ukraińcy zamordowali 39 Polaków, w tym rodziców z 7 dzieci w wieku od 8 miesięcy do 17 lat. Morderstw dokonywali przy użyciu siekier, noży i bagnetów. Tylko jedną osobę zastrzelili. Była to 80-letnia Maria Misztal.
Relacja Krystyny Szewczuk-Zyss:
„Zostali zamordowani (rozstrzelani) moi krewni dziadek Szewczuk Józef, babcia Antonina Szewczuk zd. Kłos oraz ich dzieci Michał Szewczuk i Janina Szewczuk. Przeżył mój tata Stefan i jego brat Jan ponieważ dzięki Bogu nie było ich w domu byli na wojnie. Ich siostra Katarzyna też przeżyła, ponieważ tę noc spędziła w Jazłowcu u mojej mamy, która wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w dzień 24 lutego po nie przespanej nocy z 23/24 lutego 1945r (już wtedy banderowcy byli w Zaleszczykach Małych ale tylko narobili dużo hałasu i straszyli Polaków) uciekli do miasta”.
Czesław Niewiadomski pochodzący z Zaleszczyk stracił część rodziny podczas rzezi wołyńskiej. Do dziś nie może zrozumieć okrucieństwa Ukraińców i nie akceptuje polskich gestów wobec Ukrainy.
Relacjonuje Apolinary Kuliczkowski z Jazłowca:
„Pewnej nocy wczesnego przedwiośnia 1945, stojąc na swojej zmianie, usłyszałem jak gdyby strzały karabinowe. Wydawało mi się, że pochodzą one z kierunku Małych Zaleszczyk, wioski położonej około 1,5 km na zachód od Jazłowca, w której zamieszkiwało kilka rodzin polskich. Podskoczyłem na placówkę i zawiadomiłem o tym zebranych tam wartowników. Wszyscy zaczęliśmy nasłuchiwać. Ponieważ noc była dżdżysta, to jedni mówili, że to strzały, inni, że to wiatr stuka blachą na kaplicy cmentarnej, bo placówka nasza znajdowała się nad rzeczką między cmentarzem jazłowieckim a browarskim (Browary, część Jazłowca, były w tym czasie oddzielną wsią). Nad ranem goniec na koniu przyniósł hiobową wieść. Wszyscy Polacy w Małych Zaleszczykach pomordowani. Około południa przywieźli zmasakrowane zwłoki, leżące rzędem na kilku furmankach. Widok był przerażający. To nie były trupy. To były szczątki rozszarpanych, nie wiadomo jakich istnień ludzkich. Odbył się uroczysty, ale w grobowym nastroju pogrzeb na jazłowieckim cmentarzu. Wszystkich pochowali w zbiorowej mogile”.
………………
21 marca 2017 r. IPN opublikował komunikat o zakończeniu śledztwa w sprawie zbrodni ludobójstwa dokonanej w okresie od 1940 r. do marca 1945 r. na terenie pow. Zaleszczyki (woj. tarnopolskie) przez nacjonalistów ukraińskich:
„Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu zawiadamia wszystkich pokrzywdzonych, że prokurator Komisji 27 lutego 2017 r. umorzył śledztwo S.74/02/Zi w sprawie zbrodni ludobójstwa, dokonanej w okresie od 1940 r. do marca 1945 r. na terenie ówczesnego powiatu Zaleszczyki, woj. tarnopolskie, przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach narodowości polskiej w celu wyniszczenia tej grupy narodowościowej, w wyniku czego zamordowano nie mniej niż 439 osób – tj. przestępstwa z art. 118§1 k.k. – wobec niewykrycia sprawców przestępstwa (art. 322 § 1 kpk)”.
A sprawcy paradują w mundurach UPA na ukraińskich uroczystościach i świętach państwowych.
25 lutego 1943 roku we wsi Skurcze pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 25-letnią Zofię Szpaczek.
25 lutego 1943 roku rząd RP w Londynie ogłosił deklarację nawiązującą do artykułu Aleksandra Korniejczuka (drugiego męża Wandy Wasilewskiej), który w „Radianskiej Ukrainie” oraz w „Prawdzie” przypomniał tradycję antypolskiej walki narodu ukraińskiego oraz zarzucił rządowi RP aspiracje imperialistyczne podboju Ukrainy po Dniepr. Rząd RP w deklaracji jako niepoważne określił wzmianki o granicy na Dnieprze. Deklaracja stwierdzała też, że Polska nie wyrzeknie się granicy sprzed 1939 roku.
26 lutego 1943 ambasador Romer w czasie rozmowy ze Stalinem usłyszał, że rząd sowiecki nie wyrzeknie się „Zachodniej Ukrainy” i „Zachodniej Białorusi”.
Fakty wskazują, że działania rządu sowieckiego łamiące układ Majski – Sikorski odnośnie granic Polski, skoordynowane były z akcją OUN-UPA podjętą przeciwko ludności polskiej.
25 lutego 1944 roku we wsi Dzików Stary pow. Lubaczów Ukraińcy z SKW zamordowali 29-letnią Polkę.
25 lutego 1944 roku we wsi Ihrowica pow. Tarnopol Ukraińcy zastrzeli 2 Polaków: ojca z 16-letnim synem.
25 lutego 1944 roku w mieście Kowel woj. wołyńskie zmarł od ran zadanych przez Ukraińców 21-letni Polak.
25 lutego 1944 roku we wsi Kutkorz pow. Złoczów: „25.02.1944 r. Ukraińcy z OUN zamordowali dwóch Polaków NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.)
25 lutego 1944 roku w mieście Lwów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków i zrabowali ich dokumenty (byli to: Roman Bobecki, Józef Dmitrów, Józef Koralewicz, Józef Pakuszyński, Józef Trąd).
25 lutego 1944 roku w osadzie Podrudzie pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zabili Polaka, partyzanta 27 DWAK .
25 lutego 1945 roku we wsi Zaleszczyki Małe pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 39 Polaków, w tym rodziców z 7 dzieci w wieku od 8 miesięcy do 17 lat. Morderstw dokonywali przy użyciu siekier, noży i bagnetów, tylko jedną 80-letnią Marię Misztal zastrzelili. „Zostali zamordowani (rozstrzelani) moi krewni dziadek Szewczuk Józef, babcia Antonina Szewczuk zd. Kłos oraz ich dzieci Michał Szewczuk i Janina Szewczuk. Przeżył mój tata Stefan i jego brat Jan ponieważ dzięki Bogu nie było ich w domu byli na wojnie. Ich siostra Katarzyna też przeżyła, ponieważ tę noc spędziła w Jazłowcu u mojej mamy, która wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w dzień 24 lutego po nie przespanej nocy z 23/24 lutego 1945r (już wtedy banderowcy byli w Zaleszczykach Małych ale tylko narobili dużo hałasu i straszyli Polaków) uciekli do miasta” (Krystyna Szewczuk-Zyss).
Nocą z 25 na 26 lutego 1944 roku we wsi Bełejów pow. Dolina Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 9 Polaków, w tym matkę z 2-letnim dzieckiem.
24 lutego 1944 roku we wsi Kułakowce pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali Polaka.
24 lutego 1944 roku w mieście Lwów Ukraińcy na ulicy zamordowali 2 Polaków i zrabowali ich dokumenty (byli to: Józef Maciewicz oraz Gołda, lat 20).24 lutego 1944 roku we wsi Cichobórz pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 8 Polaków.
24 lutego 1944 roku we wsi Jasieniów Polny pow. Horodenka Ukraińcy obrabowali gospodarstwa i zamordowali 7 olaków.
24 lutego 1944 roku w mieście Kowel woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 25-letniego Polaka.
24 lutego 1944 roku we wsi Łachodów pow. Przemyślany Ukraińcy postrzelili Polaka, pokłuli i wlekli przywiązanego do konia przez całą wieś do lasu, gdzie ciało porzucili (był to Piotr Śnieżyk). Jego rodzina, dzięki pomocy Ukraińca Łaby ożenionego z Polką, wyjechała do Polski. Za tę pomoc w lipcu 1944 roku banderowcy wymordowali całą 5-osobową rodzinę Łabów, w tym 15-letnią córkę przywiązali do drzewa głową w dół i tak skonała.
24 lutego 1944 roku we wsi Piotrawin nad Wisłą pow. Opole Lubelskie w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało co najmniej 23 Polaków, począwszy od 6-tygodniowej Anny Kani; ofiary powiązano drutem kolczastym i spalono żywcem w domach.
24 lutego 1944 roku we wsi Skowiatyn pow. Borszczów po torturach Ukraińcy powiesili 35-letniego Stanisława Świetucha oraz 35-letniego Ukraińca, Józefa Chymejczuka, za sprzyjanie Polakom. „Nocą 24 lutego 1944 roku, do mego mieszkania wtargnęło kilku banderowców. Na wstępie powiedzieli mi, że jestem aresztowana przez polową żandarmerie UPA. Kazali mi założyć ręce do tyłu, po czym skrępowali je konopną linką. Zaprowadzili mnie do mieszkania sąsiada, Ukraińca, Iwana Dudka. Tam zaczęli bić łańcuchem po całym ciele. Bili też drewnianym kołkiem. Po chwili otrzymałam cios w głowę. Straciłam przytomność. Banderowcy oblali mnie zimną wodą i kiedy odzyskałam przytomność, ponownie zaczęli mnie bić. Straciłam przytomność po raz drugi. Gdy ją odzyskałam, stwierdziłam z przerażeniem, że wiszę na słupie przy budynku szkolnym. Powieszono mnie na łańcuchu, co okazało się zbawienne, gdyż poskręcane ogniwa łańcucha uniemożliwiały całkowite zaciśnięcie się pętli na szyi. Obok stało kilku ukraińskich oprawców, rozprawiających z humorem o mojej śmierci. Jeden z nich powiedział: „… ta polska kurwa wyzionęła ducha jeszcze w mieszkaniu i niepotrzebnie zaciągnęliśmy ją tutaj”. Podszedł do mnie i dla pewności ukłuł mnie bagnetem w pośladek. Mimo dotkliwego bólu nie poruszyłam się, a ni też nie wydałam z siebie jęku. Wola życia była silniejsza od bólu. Po odejściu oprawców udało mi się wyzwolić ręce z linki. Mając je wolne, chwyciłam łańcuch powyżej głowy, podciągnęłam się do góry i wisząc na jednej ręce, drugą zdjęłam pętlę z szyi. W pobliżu nie było nikogo. Kilka zagród dalej, za budynkiem szkoły, mieszkała moja matka. Tam też się natychmiast udałam. Kiedy moja mama opatrzyła mi rany, ukryłyśmy się obie w zamaskowanym, przydomowym schronie. Następnego dnia mama odwiozła mnie do szpitala, gdzie przez kilka miesięcy dochodziłam do zdrowia” (Zofia Bochenek; w: Komański…, s. 519).
24 lutego 1944 roku w kol. Stawek pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: małżeństwo.
24 lutego 1944 roku we wsi Tatynne pow. Sarny Ukraińcy zastrzelili Polaka.
24 lutego 1945roku we wsi Białokiernica pow. Podhajce Ukraińcy dokonali ponownego napadu na plebanię i zamordowali kościelnego Jana Wichernika.
24 lutego 1945roku we wsi Jasieniów Polny pow. Horodenka Ukraińcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 7 Polaków.